
The Flaming Lips
Nie mam zamiaru się rozpisywać. Koncert był świetny. Był bardziej niż świetny, był wyśmienity, smakował genialnie, podstawa, dodatki, wszystko idealnie zrobione, przemieszane, przygotowane i zaserwowane. Trzeci dzień Festiwalu zdecydowanie najlepszy, a Wayne z ekipą zmietli wszystkie inne kapele z powierzchni ziemi. Nie chodzi już nawet o stronniczość, chodzi o to, że czuć było wszędzie to, na co ludzie czekali. Na The Flaming Lips.
W namiocie mediowym miała miejsce sytuacja, gdy chłopaki mieli się pojawić i udzielić paru wywiadów – dużo osób stało wyluzowanych na zewnątrz, papierosek, piwo bezalkoholowe i tak dalej, nagle widać spięcie na twarzach, szybko do środka, zachowanie typu „ogarnij się!”. No i wchodzą The Flaming Lips. Tyle. Nawet ogarniający wszystko Jarek Szubrycht, niech będzie to dzisiaj taki wzór spokoju i opanowania, zaczął się dziwnie i tajemniczo uśmiechać nosząc na sobie koszulkę Wiadomo Jakiego Zespołu.
Dużo fajnych wspomnień, poniżej te do obejrzenia.


































