Pomarudzić wypada trochę. Nadzieja na Bonobo była duża, miejsce świetne, klimatyczne, muzyka grała bardzo fajnie, ale wizualnie… Niedobrze, dwie lampki podwieszone, świecące gdzieś na publiczność mniej więcej w połowie sali, a na scenie – to co wydobywało się z elektroniki rozstawionej przed artystami. DJ’e grający wcześniej – praktycznie ciemność, Bonobo – trochę lepiej, ale niestety i tak lampka była koniecznością…








