23 czerwca roku bieżącego przejdzie dla wielu osób do historii wydarzeń muzycznych naszego kraju nad Wisłą. Po wielu latach oczekiwania, jakie fanom cały czas serwował Reznor z zespołem – stało się.
Nine Inch Nails przyjechali do nas w ramach Malta Festivalu i… spisali się świetnie. Dwadzieścia pięć zagranych utworów na pewno wystarczyło malkontentom, u pozostałych wywołało uśmiech na twarzy i szaleństwo gdzieś w głowie. Nie zabrakło kawałków kultowych, były też te z The Slip. Boli mnie tylko, że akurat gdy grali Burn stałem w fosie z resztą robiących zdjęcia, ach, gdyby tak trochę później lub wcześniej.
Minusy? Muzycznie brak, nagłośnienie bardzo dobre, zespół świetny, show piękny. Czegóż chcieć więcej? Może boli tylko trochę, że to taki „pierwszy i ostatni raz u nas”, ale bądźmy dobrej myśli i cieszmy się tym co dostaliśmy. Dziękujemy NIN, dziękujemy Malta.










